Szanowni Państwo, w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.
Jeśli nie wyrażają Państwo zgody, uprzejmie prosimy o dokonanie stosownych zmian w ustawieniach przeglądarki internetowej.
Wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zapoznaj się z Polityką cookies. Dowiedz się więcej o ciasteczkach.

Nie pokazuj więcej tego komunikatu
Orkiestra Złote Przeboje Banner
Strona główna » News: "Wierzę, że miłość kryje w sobie wiele pozytywnej energii..."
Wierzę, że miłość kryje w sobie wiele pozytywnej energii...
fot. mat. prasowe
"Wierzę, że miłość kryje w sobie wiele pozytywnej energii..."
Autor:Kamil Mroziński ,  Data publikacji: 17.03.2016 | Drukuj
Słowa kluczowe: Chante Moore
Rozmowa z amerykańską piosenkarką, aktorką i autorką tekstów Chanté Moore.

W utworze „Back To Love” George Duke śpiewał: „Nie ufaj sercu tym razem, czy mój umysł gra w gry?/ Tak zdradzony, że serce i myśli, nie mogą jak dawniej być?”. Zadając te pytania starał się zrozumieć jedno z najważniejszych uczuć w naszym życiu. Nie odnalazł jednak właściwej odpowiedzi. Miłość faktycznie sprawia, że stajemy się bezsilni?
Nie sądzę. Sprawia raczej, że czujemy się bezbronni, ale nie bezsilni. Miłość ma wielką moc. Gdy kochamy drugiego człowieka stajemy się bezradni wobec niego. Nie umiemy zmienić tego stanu rzeczy. Jeśli jednak jedno źle traktuje drugie, wówczas pokrzywdzona strona potrafi się przeciwstawić. Wtedy bowiem Twoje uczucia ulegają przewartościowaniu. Wierzę, że miłość kryje w sobie wiele pozytywnej energii, która skłania nas do poświęceń, do tego by dawać coś od siebie.
REKLAMA

LemON News
Zatem poddajemy się jej świadomie. A czy możliwe jest życie bez miłości?
Sądzę, że to samoświadomość, poznanie własnej wartości sprawia, iż żyjemy w zgodzie z prawdą o nas samych. Najważniejszą rzeczą jest więc ta świadomość własnych wad, słabostek oraz mocnych stron. Czasem bowiem podchodzimy do wszystkiego na zasadzie: „jakie cudowne wiodę życie, bo to miłość tak mnie uskrzydla”. Tkwimy w romantycznym uniesieniu, choć to wcale nie jest najistotniejsze. Liczy się to, o czym wspominałam – bycie sobą. Umiejętność rozwijania własnych zalet i zwalczania posiadanych wad. Miłość do drugiego człowieka, który akceptuje nas w pełni. Taki rodzaj związku staje się silniejszy, a partnerzy są wyrozumiali wobec siebie.

Jako dziecko podziwiałaś swych rodziców. Mówisz, że dla Ciebie byli wręcz uosobieniem miłości. Sama chciałaś więc doświadczyć tego samego – być kochaną oraz odwzajemnić to uczucie. Rzeczywistość miała jednak inne plany. Rozwodziłaś się dwukrotnie. Nadal dążysz do upragnionego ideału?
Tym, do czego zmierzam obecnie jest odnalezienie w sobie wewnętrznego spokoju. Wyhamowanie na moment. Wiele czasu poświęciłam w życiu na poszukiwanie tego jedynego, właściwego mężczyzny. Na zastanawianiu się, czy to on odnajdzie mnie, czy też ja odnajdę jego, czy zdołamy zakochać się w sobie…Słowem: miłość, miłość, miłość. Po raz pierwszy jednak czuję się o wiele spokojniejsza, nauczyłam się rozumieć samą siebie. Już nie poszukuję swojej drugiej połówki, nie roztrząsam tego, co spotkało mnie w przeszłości. Jestem sobą. To niezwykle ważne, by zrozumieć kim się jest, by zaprzestać przejmowania się dniem jutrzejszym. Dziś odczuwam satysfakcję budząc się co rano sama, a nie w obecności tej drugiej strony. To szalenie mnie cieszy (śmiech). Myślę, że nareszcie jestem we właściwym miejscu.

Co z miłością do Boga? Dorastałaś w domu, w którym był on obecny. Twój ojciec pełnił funkcję pastora Kościoła Bożego w Chrystusie. Bóg kocha nas bezwarunkowo, ale czy umiemy kochać go równie mocno? Czy naprawdę rozumiemy jego intencje?
To wręcz niemożliwe, aby odwzajemnić to uczucie w takim samym stopniu. Chciałabym, by tak było, ale to niewykonalne. Jego miłość przekazywać możemy jednak innym ludziom. Wierzę też w istnienie czegoś, co nazwalibyśmy uczuciem bezwarunkowym. Choć, pewnie bezwarunkowe do końca nie jest (śmiech). To nie zawsze mi wychodzi, ale staram się dzielić boską miłością z innymi. Jak wiesz, siedzę teraz w świecie telewizyjnego show-biznesu. I odkrywam coraz częściej, że bez tego uczucia, łaski, pokory nie dałabym rady. Dzięki temu nie mam dziś oporów, by powiedzieć komuś: „chociaż nie przepadam za Tobą, kocham Cię w imię Jezusa Chrystusa”. Myślę bowiem, że ta odrobina uprzejmości jest wyrazem miłości Boga, o której mówimy.

Zapytałem o to, gdyż zamiłowanie do śpiewu, które przejawiasz nierozerwalnie związane jest z muzyką Gospel. Jako dziecko występowałaś w chórze kościelnym. Jakie są w Twojej ocenie największe zalety tego gatunku muzycznego?
Jeśli o mnie chodzi są to…O rany, dzięki temu nauczyłam się śpiewać. Właśnie słuchając tej muzyki. Od Andraé Croucha, Waltera Hawkinsa, po The Imperials i Rance’a Allena – byli to ludzie, przy których twórczości dorastałam. Sądzę, że najważniejszą cechą tego gatunku muzycznego jest mówienie prawdy. I to pozostało ze mną do dziś. Są utwory, których nie potrafię zaśpiewać, ponieważ zupełnie nie wierzę w ich treść. Mam tu na myśli, choćby piosenki, w których mowa jest o czymś, czego nigdy nie robiłam. To naprawdę trudne. Wolę śpiewać o tym, czego doświadczyłam, co widziałam na własne oczy. Zatem tak, to mówienie prawdy jest najistotniejszą cechą muzyki gospel, którą przyswoiłam sobie na przestrzeni tych wszystkich lat. Obserwowałam również jak muzyka ta zmienia i kształtuje mnie, jako kobietę. Pamiętam towarzyszącą mi radość, gdy te dźwięki wypełniały moją duszę. Tańczyłam oraz śpiewałam tak, jakbym stworzyła właśnie nowy najgorętszy przebój radiowy. I ja w to wierzyłam. A potem poznałam R&B, rock and roll, Prince’a, Madonnę…Wiesz, wszystko czego nie znałam wcześniej w tym swoim małym chrześcijańskim świecie (śmiech). Patrząc wstecz byli także Marvin Gaye, Stevie Wonder, Chaka Khan. Nic o nich nie wiedziałam. Zatem, gdy poznałam te zupełnie nowe dla mnie gatunki muzyczne poczułam, że zainspirowały mnie jeszcze bardziej do kontynuowania obranej drogi. Umocniły w mojej miłości do śpiewu.

Piosenkarką stałaś się już w wieku 16 lat. Jak wspominasz początki swojej kariery muzycznej? Twoi rodzice zaakceptowali wybór, którego dokonałaś?
Moi rodzice byli muzykalnymi osobami. Moja mama potrafiła śpiewać, mój ojciec jest piosenkarzem i pianistą…Zresztą po dziś dzień. Jest po 80-tce i wciąż ze mną mieszka (śmiech). Mama już nie żyje, zaś siostra jest artystką – śpiewa, gra na gitarze, na bębnach, pianinie. Jest niezwykle utalentowania. Mój brat również nie żyje, ale dawniej grał na keyboardzie, śpiewał, pisał teksty. Kiedy więc i ja powiedziałam, że chciałabym śpiewać…zaskoczyłam wszystkich. Byłam bowiem najmniej utalentowanym członkiem rodziny (śmiech). Mówili mi: „Chanté, jesteś ładna, ale nie potrafisz śpiewać”. Odpowiadałam, że mam gdzieś ich opinię, po czym zamykałam się w pokoju i śpiewałam na przekór. W tamtym czasie brałam udział w musicalu, zatytułowanym „The Wizz”. Grałam w nim Dorothy. Byłam tym szalenie podekscytowana bowiem był to pierwszy raz, kiedy otrzymałam samodzielną rolę. Nigdy wcześniej nie śpiewałam solo. Kiedy więc poprosili mnie o występ pomyślałam, że to musi być jakaś pomyłka. I że pomylili mnie z moją siostrą. Ale kiedy im to zasugerowałam, zaprzeczyli. Powiedzieli, że chodziło im o mnie. Pomyślałam: „ojej! No dobrze, zmierzę się z tym wyzwaniem”. Podczas jednej z prób, które odbywały się codziennie, moja mama aż złapała się za głowę. Zapytała mnie: „kiedy nauczyłaś się śpiewać?” A ja na to: „czyli umiem już śpiewać? Naprawdę to potrafię?” (śmiech). Byłam niebywale dumna, że umiałam przekonać wszystkich i że dostałam tę rolę. Po tym występie, gdy śpiewałam na przyjęciu w domu, ludzie wstali z miejsc i zaczęli wyklaskiwać rytm. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam czegoś podobnego. Wówczas złapałam bakcyla, zaczęłam pisać teksty, tworzyć własną muzykę i dążyć do kariery profesjonalnej piosenkarki. Kurczę…I miałam ledwie 16 lat.

Zawód artysty nie zawsze bywa jednak przyjemny. To niezwykle ciężka praca, która przypomina wyścig o serca, umysły i dusze słuchaczy. Tobie udaje się do nich dotrzeć. Jaki jest Twój przepis na sukces?
Najważniejszą rzeczą w życiu wszystkich ludzi jest istnienie w zgodzie z samym sobą. Bez znaczenia jest, czy kochamy robić to, w czym jesteśmy dobrzy (śmiech). Liczy się dawanie z siebie wszystkiego. Trening. Wytworzenie własnego, unikalnego stylu. Tak, jak udało się to mnie. Jest tak wiele rzeczy, które czynią nas wyjątkowymi, lecz odnalezienie tej konkretnej, dzięki której zarobimy pieniądze jest nad wyraz wyjątkowe (śmiech). Ważna jest w tym również radość. Praca zawsze będzie pracą, bez względu na okoliczności. Zdarzą się też chwile, gdy pomyślisz: „Jezu! Chcę do domu!”. Zwłaszcza, gdy masz zagrać koncert, potem jeszcze jeden, a następnie dwa jednego wieczora. Czuję wtedy zmęczenie. Ale miłość do muzyki, wyrzeczenia, których dokonałam świadomie, myśli, by nie zawieść publiczności, dają mi siłę. W całej swojej karierze opuściłam tylko jeden występ. Nie pamiętam dlaczego, chyba z powodu choroby. To nie zdarza się, gdyż naprawdę kocham występować. A pieniądze nigdy nie były moją największą motywacją. Były czasy, że musiałam podejmować drugą pracę, aby przeżyć. Jestem jednak wdzięczna za to, co mam. To kolejny krok do sukcesu – bycie wdzięcznym i wyzbycie się zazdrości w stosunku do innych ludzi.

Pozwól, że zacytuję Twoje słowa: „najważniejsza dla mnie jest szczerość artystyczna, możliwość tworzenia muzyki, którą kocham i w którą wierzę”. Wydajesz się być pewną siebie i znającą swoją wartość osobą. Zawsze taka byłaś?
Przez większą część życia. Choć zdarzały się chwile, gdy osoby, które wówczas kochałam sprawiały, że czułam się mniej wartościowa. Byłam przekonana, że nie jestem piękna i nie znaczę dla nich zbyt wiele. To z pewnością odmieniło moje spojrzenie na siebie. Był to błąd. Jeśli jesteś z kimś, kto poddaje w wątpliwość twoją faktyczną wartość, a za jego sprawą i ty przestajesz cenić siebie to zdecydowanie nie jest to osoba, z którą warto być. Przez większą część swego życia byłam jednak pewną siebie osobą, chociaż dorastanie w getcie, wśród czarnoskórej społeczności, nie jest łatwe dla kogoś o jaśniejszej karnacji. Miałam do czynienia z przejawami rasizmu. Czasem wynoszono nas na piedestał z uwagi na kolor naszej skóry, a niekiedy wręcz nienawidzono z tego samego powodu. Ale jestem dumna z bycia Afroamerykanką o jasnej karnacji, choć gdybym mogła wybierać, wolałabym mieć ciemniejszy kolor skóry. Moja córka natomiast jest małą czekoladką. Dla mnie najpiękniejszą na świecie. Koniec końców to w dzieciństwie doświadczyłam najwięcej przykrości i to ze strony mojej własnej nacji. To był trudny dla mnie okres. Dopiero będąc w wieku szkolnym odnalazłam w sobie siłę i to za sprawą Kościoła. Byli w nim ludzie o różnych kolorach skóry. To oni stali się moją ówczesną rodziną. Zresztą, nadal nią są. Myślę, że każdy nastolatek poszukuje siebie. Czuje się czasem nieswojo, patrzy na swój nos i myśli: „Boże, czy on już zawsze będzie taki? Zostanie ze mną do końca?” (śmiech). Podobnie z artystami. W dobie portali społecznościowych, Twittera, badań DNA, botoksu, porównywania każdego do siebie, mamy do czynienia z erą ogromnej próżności. I musimy sobie z tym radzić. Zwłaszcza starsze kobiety. Wy faceci starzejecie się z godnością, a w naszym przypadku to tak nie działa. Jestem jednak pewną siebie osobą, która ma duszę wojownika. W innych realiach byłabym superbohaterką (śmiech).

Zdaniem Gandhiego nasza siła nie pochodzi z fizycznej zdolności. Jej źródłem jest niezłomna wola. Wiara czyni cuda? Jak mocno wierzyłaś, że odniesiesz sukces w życiu?
Kiedyś byłam tego niemal pewna. Chciałam i pragnęłam, by tak było. Tak mocno kochałam muzykę. Potem przyszedł czas, gdy zaczęłam wątpić, gdyż zdawało mi się, że nie następuje to wystarczająco szybko. Byłam niczym dziecko, które chce wszystkiego natychmiast (śmiech). Kiedy jednak spoglądam za siebie wiem, że musiało tak być. Pierwszy kontrakt płytowy, a właściwie dwa – z Universal i Warner Bros. podpisałam w wieku 19 lat. Tkwiłam tam przez półtora roku, nagrałam album, który nigdy nie został wydany i zmuszona zostałam nagrywać kolejne demo. Wtedy też dostrzegł mnie Louis Silas z MCA Records i wszystko potoczyło się bardzo szybko. Moje marzenie stało się faktem. Ale na swój sukces czekać musiałam długo. Pamiętam też, że w czasie kiedy moja płyta pojawiła się w sklepach pracowałam, jako recepcjonistka. Tego mnie zresztą uczono – człowiek musi pracować, robić coś ze swym życiem. Pracowałam więc nie czekając aż ktoś da mi cokolwiek za darmo. Był to też ostatni raz kiedy musiałam podejmować inne zatrudnienie.

Tym debiutanckim albumem był krążek „Precious” wydany w 1992 roku. Jak sądzisz, czy młodym artystom łatwiej jest dziś zaistnieć, zaznaczyć swoją obecność na rynku niż wtedy, gdy rozpoczynałaś swoją przygodę z muzyką?
Jest zupełnie inaczej. Dzięki Internetowi mamy dziś o wiele więcej możliwości, kanałów dotarcia do ludzi. Chciałabym mieć wtedy szansę popracowania na dostępnych dziś programach komputerowych. Byłabym bardziej kreatywna i wierzę, że moja muzyka dostałaby jeszcze większego kopa. Kiedy ja rozpoczynałam karierę była tylko jedna droga – Twoja wytwórnia płytowa oraz rozmowa w radiu i to na Twoją własną prośbę (a za którą trzeba było czasem płacić). Potrzebowałeś więc promocji oraz tras koncertowych, by sprzedać swój towar. A dziś nie musisz nawet opuszczać domu, aby z kimś porozmawiać. Gdybym miała takie możliwości dawniej to oszczędziłoby mi to czasu, jaki poświęcałam na podróże (śmiech).

A gdy spoglądasz na swoją karierę, czy jest coś, co z perspektywy czasu chciałabyś zrobić inaczej? Coś, co pragnęłabyś zmienić?
Tak myślę. Zdarzały się wpadki tu i tam. Chciałabym być bardziej przygotowana, więcej ćwiczyć. Poznać więcej ludzi, którzy mogliby wpłynąć pozytywnie na rozwój mojej kariery, brzmienia moich piosenek. Nawet moje włosy, make up wcale nie były dobre (śmiech). W większości wypadków sama go zresztą robiłam. Chciałabym być bardziej agresywna, wykorzystywać więcej szans. Częściej tańczyć, bo choć zaczynałam w bardzo młodym wieku, byłam w tym całkiem niezła. Chyba wolałabym po prostu więcej ryzykować. Tak myślę.

Muzyka to najistotniejszy z elementów Twego życia?
To część mojej codzienności. Śpiewam i myślę o nowych tekstach niemal każdego dnia. O tym z kim będę pracować, co będzie dalej. Jest to ważny element mojego życia.

Zatem, jeśli przyjmiemy, że muzyka to odzwierciedlenie duszy, co kryje Twoja w chwili, gdy nagrywasz utwory?
Staram się być szczera. Kiedy śpiewam przypominam sobie poszczególne wydarzenia, odnajduje różne miejsca. Przypominam sobie towarzyszące mi uczucie samotności, chwile gdy byłam źle zrozumiana. Jednak to słuchacze wypełniają moją duszę, ich obecność. Niczego więc nie ukrywam.

Rozmawiał: Kamil Mroziński


Komentarze (0)Dodaj komentarz
 
Bilety w NetFan.pl!
Konkursy
LemON - TU
The Chainsmokers - Memories Do Not Open
Anna Wyszkoni - Jestem Tu Nowa
Here On Earth - In Ellipsis
2 Cellos - Score
Partnerzy serwisu
Universal Music PolskaSony MusicMy MusicWarner Music PolandMagic RecordsSP RecordsMJMMystic ProductionMTJ
LUNAMetal Mind ProductionsSTX JamboreeBox MusicIron MediaTop 80Kinoteatr RialtoGliwicki Teatr MuzycznyAgora S.A
TicketProInterTicketBilety24Biletomat.plBiletin
O Firmie | Redakcja | Polityka prywatności | Patronat medialny | Bannery NetFan.pl | Dołącz do nas | RSS
Facebook NetFan.pl  NetFan TV  Nasza Klasa Twitter
Zawarte na stronie materiały podlegają polityce ochrony prywatności.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy publikowanych przez Użytkowników.
Twórcy witryny: Sebastian Płatek & Piotr Strzępka
Wszelkie prawa zastrzeżone Serwis muzyczny NetFan.pl 2003-2017 ®