Szanowni Państwo, w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.
Jeśli nie wyrażają Państwo zgody, uprzejmie prosimy o dokonanie stosownych zmian w ustawieniach przeglądarki internetowej.
Wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zapoznaj się z Polityką cookies. Dowiedz się więcej o ciasteczkach.

Nie pokazuj więcej tego komunikatu
ZombieFest
Strona główna » News: Young Cali: "Nie boję się własnej przeszłości..."
Young Cali: Nie boję się własnej przeszłości...
fot. mat. prasowe
Young Cali: "Nie boję się własnej przeszłości..."
Autor:Kamil Mroziński ,  Data publikacji: 10.08.2015 | Drukuj
Słowa kluczowe: Young Cali
Young Cali, właśc. Michael Bolden – amerykański raper, właściciel niezależnej wytwórni płytowej Hustlahs Muzik. Z muzyką rap związany od 1994 roku. Obecnie nagrywa pod szyldem YesYal Records.

Rozmawiamy na kilka dni przed Twoimi 36 urodzinami. Wiesz już, jakie będzie Twoje urodzinowe życzenie?
Najlepszym życzeniem, jakie mógłbym wypowiedzieć jest prośba o kolejny dzień. Jestem prostym gościem. Przeszedłem w życiu tak wiele, że dziś uśmiech mojej żony i dzieci w zupełności mi wystarczą. Wszystko inne stanowi dodatek. Jestem wdzięczny za każdą rzecz, jaką otrzymuję od nich.

Mimo swego wieku masz bogate doświadczenie życiowe. Zajmujesz się rapem od 1994 roku, służyłeś w wojsku, nawet przebywałeś w więzieniu. Wygląda na to, że nuda nigdy nie była powodem Twoich zmartwień, mam rację?
Zdecydowanie, ale byłem dobry we wszystkim, co osiągnąłem. Od sportu, gdzie wciąż dzierżę rekordy, po futbol w liceum, doświadczenie w wojsku, a nawet więzienie, w którym dałem radę. Jestem optymistą z natury. Jeśli czegoś chcę pracuję ciężko, by osiągnąć swój cel. I cholera, więzienie to nie żart! Nauczyło mnie, jak przetrwać, jak pozostać sobą.
REKLAMA

Lady Antebellum - Ocean News
Dorastałeś w muzykalnej rodzinie. Twoja mama należała do chóru lokalnego kościoła, zaś Twój ojciec jest piosenkarzem. Czy spodziewałeś się kiedykolwiek, że podążysz w ich ślady? Sam staniesz się artystą?
Mówiąc zupełnie szczerze zawsze chciałem być pilotem. Pamiętam, jak w wieku sześciu lat obejrzałem „Top Gun” i zakochałem się w lotnictwie. Nie była to jednak droga, którą przewidział dla mnie Allah. W wieku 13 lat (a był to rok 1993) usłyszałem, jak mój starszy brat „B Easy” rymuje ze swoimi kumplami. Od tej chwili lgnąłem do tej muzyki niczym ćma do światła. Te bębny, rytm – nie mogłem wyrzuć ich z głowy. Można rzec, że był to moment, w którym muzyczna strona mnie zaczęła dochodzić do głosu. Nie zdawałem sobie sprawy, że mogę być zdolny do takich rzeczy. Jestem niezwykle wdzięczny Allahowi za to błogosławieństwo.

Jaka jest najcenniejsza lekcja, której nauczyłeś się od rodziców? Czy dawali Ci rady, jak powinieneś pokierować swoją własną karierą?
Najważniejszą lekcją, jakiej nauczyłem się od nich było to, aby nigdy się nie poddawać. Choć, jak na ironię oni się rozwiedli! Dorastałem z moim ojcem – weteranem wojny w Wietnamie. Dyscyplina nie stanowiła więc problemu w naszym domu. Powtarzano mi, że sukces jest w moich rękach i pytano, co zamierzam. W prosty sposób, wzorem większości dzieciaków z rozbitych rodzin zwyczajnie spieprzyłem wszystko…Zadawałem sobie pytanie, co jest moim celem w życiu, aż odkryłem, że z pomocą muzyki można przejść przez trudny okres.

Pierwsze rymy napisałeś w wieku 14 lat. Czy pamiętasz jeszcze o czym opowiadały?
Tak, nadal mógłbym to zarymować…

A czy często wracasz pamięcią do swych dawnych utworów? Mają one jeszcze dla Ciebie jakiekolwiek znaczenie?
Tak, te które potrafię umiejscowić w pamięci. Dotyczy to większości nagrań przed 2008 rokiem. Nie umiem wskazać konkretnych utworów, ale pamiętam niektóre wersy. Nie mam już jednak kontaktu z wieloma producentami, którzy pomagali mi wówczas w studio. Nie wspomnę już o tym, że nie byłem świadomy zagrożeń czyhających w przemyśle muzycznym. Można więc stwierdzić, że prostytuowałem się z pomocą własnego talentu. Rany, jak daleko jestem dziś od tego. Wiem, że droga, którą przebyłem ma sens i gdybym musiał przejść ją raz jeszcze, niczego bym nie zmienił.

W 1996 roku zostałeś członkiem Cestafyde – hip hopowej formacji, którą założyłeś wspólnie ze swym przyjacielem Profitem. Jak długo nagrywaliście ze sobą?
Bardzo długi czas. Większość muzyki, jaką wypuściłem do okolic 2010 roku była jego produkcji. W 2008 roku połączyłem siły z Mad Lungiem (właśc. David Langston, Artysta stycznia NetFan.pl – przyp. red.) i YesYal Records. W taki też sposób stałem się pełnoprawnym artystą tej wytwórni. Cieszę się, że odnowiłem naszą znajomość. Nie zapominam jednak o początkach mojej kariery i wszystkim, co zrobiłem z Profitem oraz Solid Empire Records. To doświadczenie wiele mnie nauczyło. Raz nagrywałem nawet z gościem o pseudonimie Carlitos dla Swoop2Records. Wyprodukowali moje dwa projekty. Całość uzmysławia mi, jak istotna i znacząca dla mnie jest ponowna współpraca z Mad Lungiem.

Jakie były Twoje ówczesne oczekiwania? Rapowanie nadal było Twoim hobby? A może już wtedy traktowałeś je, jak szansę promocji własnej osoby?
Cóż, pod koniec lat ’90-tych byłem uczniem liceum. Podchodziłem więc do tego na zasadzie: jeśli zostanę profesjonalnym sportowcem, albo pilotem to muzyka będzie jedynie moim hobby. Zresztą, w szkole organizowano wówczas zawody freestyle’owe, a ja wygrywałem większość z nich. Tym sposobem wokół mnie nigdy nie brakowało dziewczyn. Było zatem tak, jak miało być w tamtym czasie. Dopiero od momentu rozpoczęcia kariery wojskowej w 1999 roku zdałem sobie sprawę, że mam pewien talent. To tam skupiłem się głównie na nim. Z czasem jednak docierało do mnie, że choć armia ma swoje zalety, Allah widzi mnie w innej roli. Wtedy też czułem się bardzo zawiedziony samym sobą, gdyż postanowiłem opuścić wojsko. Z chwilą jednak, kiedy moja muzyczna kariera zaczęła kwitnąć dostrzegłem sens tego wszystkiego.

Co powiesz o ówczesnej muzyce rap? Sądzisz, że jej forma różniła się od obecnej? Zdaniem wielu lata ’90-te były złotym okresem w dziejach tego gatunku. Zgadzasz się z takim poglądem?
Kocham rap, hip hop i całą tę kulturę, choć przez pewien czas była ona zakazana w moim rodzinnym domu. Musiałem ją umiejętnie przemycać. Dorastałem słuchając legend pokroju B.B. Kinga, Johny Taylora, Bobby Blue Band. Dominował zatem blues i jazz, które uwielbiam po dziś dzień. Nadal pamiętam, jak wielką radość sprawiało mi wspólne słuchanie tych nagrań z ojcem. Wracając jednak do Twojego pytania stwierdzam, że zdecydowanie rap/hip hop lat ’90-tych był najlepszym okresem tych gatunków. Gdybym chciał wymienić wszystkich artystów tamtych czasów, którzy stanowili dla mnie inspirację muzyczną pewnie zajęłoby to całą naszą rozmowę. Największy wpływ na mnie miał jednak nurt w Bay Area lat ’90-tych. I szczerze, kiedy słucham tej muzyki dzisiaj przywołuje ona na myśl ten miniony okres. Trudno nawet wyliczyć wszystkich muzyków, do których mam ogromny szacunek. Ich twórczość miała w sobie coś więcej niż rymy i punchline’y…Ale to tylko moja opinia.

Według Flavor Flav rap nie jest już tak przyjazny, jak kiedyś. W jego ocenie raperzy zbyt często zwracają się przeciw sobie. Ta muzyka stała się brutalna. Jak sądzisz, dlaczego tak jest? Chodzi o dominację, chęć bycia najlepszym?
Jakoś nie wierzę, że rap bądź hip hop były kiedykolwiek przyjazne. Nie zapominajmy, że kiedy zawitały one w kulturze muzycznej jawiły się, jako… „rewolucyjne”, mówiły o niesprawiedliwości tego świata, o tym, co się dzieje naprawdę. Osobiście wierzę, że pewne siły zmanipulowały te gatunki i wymusiły na nich zmiany. Wszyscy zgadzamy się, że muzyka może inspirować serca i umysły ludzi. Jeśli więc kontrolujesz to, czego słuchają masy, kontrolujesz też całą promocję. Nie ma co się oszukiwać, jeśli nawet mamy dziś artystów, których teksty kryją pewną prawdę, w interesie mediów w Ameryce nie jest rozpowszechnianie tego przesłania. Ale znów, to jedynie moja opinia.

Coraz częściej mówimy także o zaniku autorytetów – wzorców, które wskazywałyby nam drogę. Widać to zwłaszcza na przykładzie dzisiejszej młodzieży. Wierzysz, że artyści mogą zapełnić tę lukę? Wiąże się z tym duża odpowiedzialność.
Tak, brutalizacja społeczeństwa jest dziś zjawiskiem światowym, a brak odpowiednich autorytetów zdaje się być jednym z powodu tej sytuacji. Nie sądzę jednak abyśmy my, jako artyści ponosili jakąkolwiek odpowiedzialność z tego tytułu! Moje osobiste przekonania każą mi pilnować przesłania, które kieruję do młodzieży. Nie mam jednak nic do artystów, którzy dbają o to mniej niż ja. Zawsze wierzyłem i wierzę, że po stronie rodziców leży obowiązek pracy nad tym, aby dzieci dostrzegały w nich swój wzór do naśladowania. I powiem Ci szczerze, że mój ojciec jest moim bohaterem! Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że życie nie jest idealne, i choć to rodzina obarczona jest największą odpowiedzialnością, nie brak młodych ludzi, którzy zapatrują się na mnie! Dlatego też zawsze stawiam na prawdę. Wiem też, że zdarzają się utwory bardziej hardcorowe, które można by podciągnąć pod gloryfikację gangsterów, prostytucji, dilerki - słowem ciemnej strony życia, ale właśnie takie jest moje otocznie… Próba przeniesienia mnie na przedmieścia, którą podjął mój ojciec (zamieszkaliśmy w Monteca w Kalifornii) była nieudana. Trafiłem pod skrzydła czołowych dilerów! Powracając jednak do tego, o co pytałeś nie uciekam od odpowiedzialności za swój image. I nie boję się własnej przeszłości.

Zapytałem o to, ponieważ Twoja historia to świetny materiał na scenariusz filmowy. Niestety, byłby to raczej słodko-gorzki obraz. Skoro wspomnieliśmy o zaniku autorytetów, czy uważasz, że ktoś z Twoją przeszłością mógłby być jednym z nich?
Szczerze Kamil? Tak, wierzę, że ktoś obarczony takim bagażem doświadczeń może w znaczący sposób wpłynąć na życie innej osoby. Musisz doświadczyć tego, o czym chcesz mówić, co chcesz przekazać. Żaden funkcjonariusz policji nie powinien aresztować nikogo nie doświadczywszy wcześniej, jak to jest w takiej sytuacji. Żaden sędzia, ani prokurator okręgowy. Nikt. I choć zdaję sobie sprawę, że tu w Stanach nie brakuje ludzi, których trzeba kontrolować mamy głupią filozofię umieszczania w więzieniach osób z uzależnieniami, osób nieagresywnych i sprawców brutalnych przestępstw po to, by wyrobić obowiązkowe minima więzienne. Bo to wielki biznes. Nienawidzę władz, i mimo, iż świadomy jestem obecnych potrzeb społecznych, to niewiele będzie z ojca lub rapera, który przesiaduje za kratami! Zwłaszcza w sytuacji nasilających się morderstw popełnianych przez policjantów, którzy strzelają do nieuzbrojonych Afroamerykanów. I nikt ich z tego nie rozlicza.

Jak brzmi przesłanie Twojej muzyki? Co chciałbyś, aby zapamiętali ludzie po przesłuchaniu Twoich utworów?
Przesłanie może zmieniać się w zależności od piosenki, ale jego główny motyw to życie w zgodzie z samym sobą, bycie sobą i wyłącznie sobą! Allah stworzył nas w specyficzny sposób. Jesteśmy podobni do siebie, lecz zarazem tak różni. Chciałbym, aby ludzie słuchający moich nagrań zapoznali się ze wszystkim, z czym musiałem się mierzyć. By ujrzeli poszczególne obrazy i być może odnaleźli w nich siebie. Zrozumieli, że skoro mnie się udało to im także może. W swoich rymach nie uprawiam samochwalstwa. Ja mam biżuterię i Ty ją posiadasz, ja mam pieniądze i Ty również… Życie materialne jest produktem ubocznym ciężkiej pracy! Kiedy dany artysta nie dostrzega granicy, zaczyna przegrywać… Moja żona, dzieci, rodzina i prawdziwi fani oraz przyjaciele będą mnie kochać nie zależnie od mojego majątku – tego, czy będę spłukany lub bezdomny. Pomogą mi wydostać się z każdej sytuacji… Chodzi o coś więcej niż ten mainstreamowy amerykański hip hop, który słyszysz. Nie jestem zresztą jego fanem.

Jak wspomniałeś, u progu XXI wieku rozpocząłeś służbę wojskową, która zakończyła się w 2002 roku. Zdaje się, że nie sprawiało Ci to zbyt wielkiej radości, to prawda?
O stary, wręcz przeciwnie – uwielbiałem to bardzo. Jak mówiłem wcześniej chciałem być pilotem, lecz wciąż rymowałem i freestyle’owałem w wolnym czasie. Czułem więc, że to odpowiednia droga do realizacji celu. Allah jednak widział to inaczej… Po odbyciu przeszkolenia i krótkim wdrożeniu zaczęły się moje problemy z prawem. W 2002 roku aresztowano mnie z powodu bójki, co zamknęło przede mną drzwi do kariery wojskowej. Ale przyznać muszę, że był to jeden z najszczęśliwszych okresów w moim życiu.

Skoro już dotarliśmy do tego, w latach 2003-2008 na przemian odwiedzałeś oraz opuszczałeś zakłady karne. Czego nauczyło Cię to doświadczenie? Twoje życie trafiło wreszcie na właściwe tory?
Jak mówiłem, zostałem aresztowany w 2002 roku, co doprowadziło do tej głupiej sytuacji. Wylądowałem w więzieniu San Quentin i niewątpliwie był to sygnał ostrzegawczy dla mnie. Uświadomiłem sobie, czego nie chcę w życiu. Niestety, ponieważ bójki i przeróżne akcje z bronią doprowadziły do zakończenia mojej służby wojskowej nie potrafiłem znaleźć sobie miejsca. Zarabiałem wielką kasę nielegalnie i to na terenie całych Stanów, więc muzyka siłą rzeczy zeszła na dalszy plan. Cholera, naprawdę nie miałem na to czasu… Często zmieniałem miejsce pobytu. Kiedy trafiłem do aresztu otrzymałem wyrok w zawieszeniu, ale nie dbałem o to. Chciałem robić to na, co miałem aktualnie ochotę. Zacząłem handlować dragami i trafiłem za kratki w Virginia Beach i Little Rock. Wciąż pamiętam też odsiadkę w Pensylwanii. To było szaleństwo. Jak tylko wyszedłem, od razu uciekłem… Gdzieś koło 2005 roku przeprowadziłem się do Dallas w Teksasie, a moja przestępcza podróż trwała w najlepsze. Miałem jednak szczęście trafić na kilku porządnych ludzi, którzy przywrócili mnie do świata muzyki. Nagrałem 6-7 utworów i BUM! Wszystkie moje nakazy aresztowania z Kalifornii wyrosły, jak grzyby po deszczu… I wracam do więzienia. San Quentin nadchodzę! Kurczę Kamil, to była najważniejsza lekcja w moim życiu. Muzyka jest dziś wszystkim, co mi zostało!

Sprawiasz wrażenie radosnej osoby, która z nadzieją spogląda w przyszłość. Picasso stwierdził kiedyś, że artysta jest, jak pojemnik, który gromadzi emocje pochodzące z różnych źródeł: z nieba, ziemi, a nawet z kartki papieru. Czujesz podobnie? Jaka jest rola emocji w Twojej twórczości?
Całkowicie się z nim zgadzam. Jest tak wiele rzeczy, które stymulują emocje, pomysły, że czasami to przytłacza. Chociaż nie zamierzam narzekać, zwłaszcza gdy prowadzi to do ciekawych projektów. Mogę jechać samochodem i zobaczyć coś, co przypomni mi dzieciństwo, dwa bloki dalej ujrzeć coś, co przypomni więzienie. Świat pełen jest emocji, a wszystkie skupiają się w moich utworach. Uświadomiłem sobie również, że nie umiem pisać tekstów, gdy odczuwam gniew lub nadmiar uczuć. Muszę je przetworzyć zanim o nich powiem. Gniew… Nie ma w nim nic złego, ale często powoduje problemy. Wolę zatem usiąść i zamarynować własne emocje.

Dokąd więc zmierzasz obecnie? Czy znalazłeś się w miejscu, w którym od zawsze chciałeś się znaleźć?
Myślę, że moje cele pozostają niezmienne. Kocham muzykę. Własne emocje i przemyślenia przenoszę na rytm. Mam nadzieję, że moje działania pomogą innym. Cała reszta to błogosławieństwo ze strony Allaha. Moim głównym zadaniem jest wykarmienie rodziny. Lubię wierzyć, że moja wspinaczka dopiero się zaczęła, a im wyżej będę wchodził, tym silniej wpłynie to na moją muzykę. I zasób portfela naturalnie, pieniądze to miły dodatek. Nigdy nie odczuwam satysfakcji. Dążę do bycia lepszym sobą i stworzenia lepszych warunków dla moich dzieci.

Opowiedz mi teraz o swoich przyszłych projektach. Słyszałem, że pracujesz nad kolejną płytą. Czy to prawda?
Kończę prace nad projektem „Seven’s”. Przygotowuję grunt pod jego premierę. Myślę, że wspomniany album to przedsmak tego, co mam do zaoferowania przemysłowi muzycznemu. Choć w przeszłości wypuściłem już kilka mixtape’ów, „Seven’s” jest dla mnie pierwszym oficjalnym wydawnictwem. Ponadto, jestem również w fazie produkcyjnej płyty „Soul of a Blues Player”.

W jaki sposób „Seven’s” będzie się różnić od Twoich wcześniejszych produkcji?
Biorąc pod uwagę fakt, iż będzie to mój pierwszy oficjalny projekt dołożyłem starań, aby moi fani otrzymali to, na co w pełni zasługują. Nie oddalam się jednak muzycznie od wcześniejszych nagrań. Obie z wymienionych płyt są próbą odkrywania emocji, na które dotychczas nie zwracałem uwagi.

Ponoć proces tworzenia jest elementem poszukiwania siebie. Czego Ty poszukujesz pisząc nowe teksty?
Staram się odkryć swoje emocje. Jest tak wiele rzeczy z mojej młodości…Rozwód rodziców, czy brak kontaktu z dwójką moich starszych dzieci. Dwoje pozostałych wymaga stałej opieki lekarskiej, a to sprawia, że potrzebują więcej uwagi. Myślę więc, że po raz pierwszy w życiu ujarzmiłem własne demony, moje niepewności i powstrzymałem siebie przed autodestrukcją. Byłem nauczony, że potrafię przezwyciężyć wszystko, gdyż jak już mówiłem, mój ojciec jest byłym wojskowym. Fakt, że mojej matki nie było w pobliżu spowodował jednak, że nie dane mi było poznać drugiej strony rodzicielstwa. Nie okazywano mi współczucia tak, jak czyni to matka mówiąc: „wszystko będzie dobrze synu”, gdy to wszystko nie idzie, jak należy. Tylko matki tak potrafią, choć nie zawsze jest to prawda. Tych słów potrzeba jednak młodemu mężczyźnie! Nie zrozum mnie źle, mój ojciec był w porządku. Nauczył mnie, jak walczyć i pozostać konsekwentnym. Gdy sprawy przybierały nienajlepszy obrót wołał: „rusz tyłek i przestań płakać!”. Takie rzeczy słyszałem, jako dziecko. Zaczynam więc rozumieć tok własnego rozumowania. A teraz rozwija się on poprzez moją muzykę. To nie znaczy jednak, że nie mogłem dojść do tego wcześniej. Po prostu postanowiłem tego nie robić.

Czy jest ktoś komu chciałbyś zadedykować powstający album?
Nie pochwalam zarozumialstwa, ale oba te projekty – „Seven’s” oraz „Soul of a Blues Player” powstają dla mnie, mojej rodziny i Boga. To, jak kumulacja bólu, nienawiści do samego siebie oraz faktu, że nareszcie zaakceptowałem to, kim jestem. To również element samoświadomości oraz dar od Allaha. Jak wspomniałem, „Seven’s” definiuje znaczenie twórczości Young Cali. „Soul of a Blues Player” dedykuję dzieciom.

Zbliżamy się do końca naszej rozmowy, ale zanim to nastąpi chciałbym zadać Ci kilka dodatkowych pytań. Czy możemy zaczynać?
Bez dwóch zdań, ale najpierw pozwól, że podziękuję Ci za dotychczasowe pytania. Dobrze się przy nich bawiłem. Wiesz, jak wyciągnąć z człowieka trudne tematy (śmiech).

Ja również dziękuję. Zatem, jak często bywasz szczęśliwy?
Częściej niż rzadziej. Szukam dobrych stron we wszystkim, co spotykam na swej drodze życiowej. Nie zawsze jest łatwo, ale jakoś się trzymam.

Lubisz dawać prezenty?
Tak, uwielbiam obserwować wyraz twarzy tych, którym ofiarowujesz coś nieoczekiwanego. To może odmienić ich dzień. Nie liczy się cena prezentu, ale pamięć.

Co sprawia Ci radość?
Wiele rzeczy. Uśmiech na twarzy moich dzieci, mina mojej żony, gdy zajmuję się swoimi sprawami (tylko bez podtekstów!), ładne wschody i zachody słońca. Prostota. Jednak najbardziej cieszą mnie rzeczy związane z samolotami, lotnictwem. Uwielbiam ten dźwięk silnika i zapach spalin. Może to dziwne, ale prawdziwe (śmiech).

Najromantyczniejszy moment Twojego życia?
Pierwsza randka z moją przyszłą małżonką. Zaskoczyłem ją biżuterią, a wyraz jej twarzy uświadomił mi, jak wielka miłość jest między nami. To najromantyczniejszy moment mojego życia. Mam nadzieję, że moja żona tego nie czyta… Muszę wziąć się w garść! (śmiech).

Najsmutniejszy?
Gdy rozwiedli się moi rodzice. Byłem bardzo młody i nie miałem pojęcia, czym jest miłość i życie w ogóle. To mnie załamało. Nadal mam wrażenie, że nie otrząsnąłem się z tego do końca mimo upływu tych 30 lat!

Czy wstydzisz się łez?
Tak, a ponieważ wierzę w Allaha wiem, że kryje się w nich pewna duchowa głębia. To oczyszcza duszę, ale z drugiej strony wciąż słyszę słowa ojca, który powtarzał, że płacz nie da mi nic poza mokrą twarzą i zasmarkanym nosem…Co za filozofia (śmiech). Ale nie wstydzę się płakać, gdy emocje nadmiernie mnie przytłoczą.

Twój największy lęk?
Wysokości! Uwielbiam latać i mógłbym podróżować w ten sposób, ale postaw mnie na wysoki parapet, a będę rozpaczać, jak małe dziecko. Myślę, że Mad Lung zasypałby Cię masą śmiesznych historii o mnie i wysokościach! Kurde, teraz mam ubaw, ale to naprawdę nie jest śmieszne (śmiech).

Pięć rzeczy bez, których nie potrafiłbyś żyć?
Allah po pierwsze i przede wszystkim. Potem woda (trzeba ją zawsze mieć przy sobie) i…no tak, teraz wiem, co masz na myśli (śmiech). Będą to więc dalej moja żona, dzieci, wolność i obecność moich bliskich. Wszystko poza tym nie ma znaczenia i jest czymś, bez czego mogę się obejść.

Dwie, których najbardziej nienawidzisz?
Wymówek i braku wytrwałości. Nic mnie tak nie wkurza, jak te dwie rzeczy. Wolałbym, żeby nie istniały! Kurwa, nienawidzę wymówek. Zresztą jest ich pełno w życiu mniej wytrwałych… Są, jak kaczki i woda. Ja nigdy nie rezygnowałem i nie szukałem wymówek – ojciec nie pozwalał na to. Co więcej mogę dodać... Pieprzyć brak wytrwałości i wymówki!

Wódka, czy whiskey?
Zdecydowanie wódka. Nie mówię, że nie napiłbym się whiskey, ale w życiu codziennym preferuję jasne przed brązowym.

Czy sprzedałbyś duszę diabłu?
Nigdy i za nic! Moja dusza i wieczność znaczą dla mnie zbyt wiele.

Jesteś przesądny?
Tak, w pewnych kwestiach na pewno. Byłem, kiedy grałem w futbol w szkole i tak mi pozostało. Myślę, że dobrym przykładem tego jest fakt, że skarpetki i buty stawiam zawsze po swojej prawej stronie. Nie mam pojęcia skąd mi się to wzięło, ale robię tak od bardzo dawna. Kurde, ale to dziwne! (śmiech).

Najgłupsza rzecz, jaką zrobiłeś w życiu?
(Śmiech) A co to ja głupiego zrobiłem dzisiaj?... Jest tego tak wiele, że trudno jest wskazać najgłupszą z tych rzeczy. Choć myślę, że będzie to jedna z dwóch takich historii. Pewnego razu wraz ze znajomymi skakałem z klifu położonego niedaleko mojej rodzinnej miejscowości. Jako, że nigdy nie pływałem zbyt dobrze, próbowałem dołączyć do nich i przepłynąć jakieś 30 metrów z prądem, co jak się domyślasz o mały włos nie zakończyło się moim utonięciem. Od tej pory obiecałem sobie, że nauczę się pływać. A za drugim razem chciałem wykorzystać fakt, że zamieszkiwałem w pobliżu torów kolejowych. Pomyślałem, że postaram się wskoczyć do jadącego pociągu… Podsumujmy to stwierdzeniem, iż mam szczęście, że nie straciłem nóg. Nie ma to, jak młodość.

Najlepsza piosenka, jaką kiedykolwiek słyszałeś?
Szalenie trudne pytanie. Jest w mym życiu tak wiele inspiracji, najróżniejszych gatunków muzycznych, że niezwykle ciężko jest wskazać tylko jedno nagranie. Zatem po konsultacji z żoną stwierdzam, że to „I Got A Feeling” autorstwa The Beatles. Coś kryje się w tej piosence… O rany, chyba przerwiemy i pójdę jej posłuchać (śmiech).

Czy obawiasz się śmierci?
Absolutnie nie. Nie chciałbym tylko być obecny, kiedy po mnie przyjdzie (śmiech). A poważnie mówiąc w ogóle się jej nie boję. To część życia, a wszystko, co żyje musi kiedyś umrzeć. Jest nam to pisane. Moja wiara umożliwia mi spokojne podejście do tematu. Mimo, iż nie jestem idealną osobą i mam wiele grzechów na sumieniu wiem, że moje serce jest czyste, a Allah ocenia nas po jego zawartości.

Słowa, które powinieneś był powiedzieć, a których nigdy nie wypowiedziałeś?
Chciałbym odbyć ostatnią rozmowę z moją babcią Oath Clewis. Odegrała ważną rolę w czasach mego dzieciństwa, zwłaszcza po rozwodzie rodziców. Była też łącznikiem z moją matką. Nigdy nie wypowiadała się źle o wyborze, jakiego dokonali moi rodzice, albo źle na temat ojca. Była aniołem na ziemi. Po raz ostatni widzieliśmy się w 2012 roku. Odwiedziła moje najmłodsze dziecko. Z powodu choroby nie była już w stanie toczyć inteligentnej rozmowy. Mam łzy w oczach zawsze, kiedy o tym myślę. Wiem jednak, że obserwuje każdy mój ruch i uśmiecha się do mnie… Była między nami niezwykle silna więź. Babcia potrafiła dać mi nieźle w kość zawsze, gdy przekraczałem granice. Gdybym tylko mógł, chciałbym zapytać ją, czy choć raz była ze mnie dumna.

Wierzysz w reinkarnację?
Jak na ironię wierzę. Jeśli powstaliśmy z woli Stwórcy, reinkarnacja również istnieje. Różne kultury nazywają ją inaczej, ale to tylko kwestia języka. Znaczenie pozostaje to samo. Czekam z niecierpliwością, aby ponownie ujrzeć moich bliskich będących po tamtej stronie.

A jak chciałbyś, aby zapamiętali Cię ludzie, gdy już odejdziesz z tego świata?
Przede wszystkim, jako człowieka wierzącego, który dobro rodziny stawia ponad własne. Poprzez muzykę natomiast wyrażam siebie. Mam również nadzieję pomóc innym, którzy znajdują się w podobnej sytuacji, mówiąc im, że przetrwamy tak długo, jak wymówki i brak woli walki nie będą nam towarzyszyć. Odniosłem sukces tylko w trzech z dziesięciu rzeczy, których próbowałem, a to jedynie 30% całości. Osiągałem jednak 100% sukces w ponoszeniu porażek zawsze, gdy coś odpuszczałem. Moje słowa na koniec brzmią zatem: NIGDY, ale to NIGDY się nie poddawaj! Sukces może być zależny od jednej Twojej decyzji. Nie ustawaj w walce!

Zanim się rozstaniemy chciałbym Ci gorąco podziękować. Był to jeden z najbardziej oczyszczających i szczerych momentów w moim życiu. Doceniam fakt, że postanowiłeś poznać zarówno mnie, jak i moją rodzinę. Będę Ci za to dozgonnie wdzięczny. Życzę więc Tobie oraz Twoim bliskim wszystkiego, co najlepsze! A do moich zagranicznych fanów ślę wyrazy szacunku i pozdrowienia. Nie zapominajcie o Young Cali!

Rozmawiał: Kamil Mroziński

Strona internetowa: www.reverbnation.com/ychm

Twitter: @hustlahsmuzik

 
Bilety w NetFan.pl!
Konkursy
Robert Tepper - Better Than The Rest
Partnerzy serwisu
Universal Music PolskaSony MusicMy MusicWarner Music PolandMagic RecordsSP RecordsMJMMystic ProductionMTJ
Metal Mind ProductionsSTX JamboreeBox MusicIron MediaTop 80Kinoteatr RialtoAgora S.A
InterTicketBilety24Biletomat.plBiletin
O Firmie | Redakcja | Polityka prywatności | Patronat medialny | Bannery NetFan.pl | Dołącz do nas | RSS
Facebook NetFan.pl  NetFan TV  Nasza Klasa Twitter
Zawarte na stronie materiały podlegają polityce ochrony prywatności.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy publikowanych przez Użytkowników.
Twórcy witryny: Sebastian Płatek & Piotr Strzępka
Wszelkie prawa zastrzeżone Serwis muzyczny NetFan.pl 2003-2019 ®