
Basię Derlak znacie z zespołu Chłopcy kontra Basia - jednej z najciekawszych formacji łączących muzykę tradycyjną, autorską wyobraźnię i współczesną wrażliwość. Jest też siostrą znanej pianistki jazzowej Agi Derlak. Jacek Szabrański przez lata współtworzył alternatywną scenę jako muzyk grupy The Car Is On Fire. Dziś spotykają się w projekcie NO CZEŚĆ!, ale nie po to, żeby nagrać „piosenki dla dzieci” w najprostszym sensie tego słowa. Ich album „Gang Otwartych Serc” to płyta familijna, mądra, pełna czułości i dobrej energii - do słuchania razem: przez dzieci, rodziców i wszystkich dorosłych, którzy jeszcze nie wyrzucili z siebie dzieciaka za drzwi. 30 maja zagrają na żywo w Studio A. Osieckiej, a 31 maja koncert zostanie wyemitowany na antenie trójkowej Zagadkowej Niedzieli.
Wasza płyta „Gang Otwartych Serc” jest kierowana do dzieci, ale po przesłuchaniu jej trudno powiedzieć, że to jest wyłącznie płyta dziecięca. Raczej taka do wspólnego słuchania - z rodzicami, dziadkami, ciocią, wujkiem, może nawet z sąsiadami. Od początku o to chodziło?
Basia: Tak, od początku myśleliśmy o tym, żeby to były piosenki do wspólnego słuchania. Nie tylko w dziecięcym pokoju, gdzie jest łóżeczko i kaczuszka na ścianie, ale też w salonie, z mamą, tatą, ciocią, babcią, dziadkiem, sąsiadami. Chcieliśmy napisać piosenki, których nam brakowało jako rodzicom.
Jacek: Dziecko nie jest zawieszone gdzieś w przestrzeni jak samotny astronauta. Ono żyje w rodzinie, wśród dorosłych, rówieśników, bliskich. Dlatego od początku zależało nam na tym, żeby to były utwory familijne, ale nie infantylne. Pisane z myślą o dzieciach, ale traktujące je poważnie.
Basia: Chodziło o piosenki, które mają głębszą treść. Takie, które mogą być inspiracją, wskazówką, jakimś małym drogowskazem. Czasy, w których dzieci dorastają, są bardzo wymagające. My, dorośli, często się w tym świecie gubimy, a co dopiero dzieci, które dopiero w niego wchodzą.
To jest trudne, bo w muzyce dla dzieci bardzo łatwo przekroczyć granicę infantylizmu. Jak tego pilnowaliście?
Jacek: Od początku bardzo się staraliśmy nie wpaść do koszyczka z piosenkami o kaczuszkach i żabkach. Nie dlatego, że mamy coś przeciwko kaczuszkom i żabkom, one też mają swoje miejsce w świecie, ale nam chodziło o coś innego. Współczesny świat daje dzieciom mnóstwo bodźców. Nam się wydawało, że bardziej niż kolejnych bodźców brakuje im treści.
Basia: Bardzo pilnowaliśmy, żeby opowiadać językiem współczesnym o sprawach, które są naprawdę ważne. Chcieliśmy, żeby każda piosenka miała w środku jakiś mechanizm, jakąś wartość, jakiś trop. Coś, co może pomóc młodemu człowiekowi znaleźć drogę do siebie.
Tytuł „Gang Otwartych Serc” brzmi trochę jak manifest. Tak go rozumiecie?
Jacek: Tak. Uznaliśmy, że ta piosenka i ten tytuł dobrze komunikują, czym jest cały projekt. Chcemy zaprosić wszystkich do siebie, nikogo nie wykluczać, zbudować wspólnotę młodych ludzi i tych, którzy młodzi już byli, ale wciąż mają w sobie dziecko.
Basia: Każda piosenka odpowiada na jakiś deficyt, który może odczuwać młody człowiek. Śpiewamy o odwadze, o łagodnym sercu, o wolności, o akceptacji, o tym, żeby nie pozwolić złym słowom nas zranić.
Która piosenka najlepiej pokazuje, o co wam chodzi?
Basia: Jedną z moich ulubionych jest „Karolinka i Syrenka”. To piosenka o dziewczynce, która chciała grać na skrzypcach, ale usłyszała za dużo złych komentarzy. Te słowa zaczęły się do niej przyklejać niemal fizycznie.
Jacek: Karolinka ucieka więc od tych złych słów. Wspina się na szczyt Pałacu Kultury i patrzy na wszystko z góry. I nagle widzi, że te złe życzenia, smutne buźki, komentarze, które wydawały się ogromne, z tej wysokości są małe. To dla nas bardzo ważna metafora.
Basia: Śpiewam tę piosenkę moim córkom, kiedy ktoś je źle potraktuje albo usłyszą o sobie coś przykrego. I okazało się, że ta metafora działa w naszej rodzinie. Dzieci same mówią czasem: „Pamiętasz, jak Karolinka uciekła od złych słów?”. I to im pomaga.
W waszych piosenkach słychać inspiracje dawnymi legendami i opowieściami. Skąd ten kierunek?
Basia: Ja z zespołem Chłopcy kontra Basia od lat jestem blisko muzyki tradycyjnej, dawnych opowieści, bajek i legend. W NO CZEŚĆ! też to zainteresowanie się pojawiło, tylko szerzej. Nie tylko polska wieś, ale cały świat. Mamy inspiracje indyjskie, buddyjskie, z Tuwy, z różnych tradycji.
Jacek: Szukaliśmy takich motywów w dawnych legendach, baśniach, tekstach z różnych kultur świata. Chodziło nam o wartości uniwersalne, wspólne dla ludzi niezależnie od religii, światopoglądu czy czasu, w którym żyją. Potem ubieraliśmy je we współczesną dekorację.
Basia: Tam, gdzie kiedyś były smoki, u nas mogą pojawić się samochody. Tam, gdzie były zamki, pojawia się Pałac Kultury, miasto, autostrady, porty, kosmos. Chcieliśmy, żeby te dawne sensy były czytelne dla dzisiejszego słuchacza.
Dobrym przykładem jest „Dzielna Papużka”. To jedna z najbardziej poruszających piosenek na płycie.
Basia: „Dzielna Papużka” pochodzi z bardzo starego tekstu indyjskiego, nawet sprzed dwóch tysięcy lat. To historia małej papużki, która widzi płonący las i próbuje go ugasić, choć jest przecież tylko małym ptakiem. Dziś ta opowieść jest zaskakująco aktualna.
Jacek: Dla mnie to jest też metafora naszego poczucia bezradności. Patrzymy na wojny, katastrofy, zagrożenia i często czujemy się mali, zupełnie nieznaczący. A ta piosenka mówi: zrób tyle, ile możesz. Nawet jeśli obiektywnie wydaje się to być mało, z twojej perspektywy może być to maksimum. Co możesz zrobić więcej dla świata niż dać maksimum z siebie w dobrej wierze?
Jak długo pracowaliście nad tym albumem?
Basia: Długo. Około sześciu lat. Ale mówię to bez zażenowania, bo dzisiaj wszyscy lubią szybkość, wysokie obroty, natychmiastowy efekt. A my żyliśmy w tym czasie życiem rodziców. I byłoby czymś kompletnie sprzecznym, gdybyśmy odstawili nasze dzieci na boczny plan tylko po to, żeby szybciej wypromować piosenki o uważnym rodzicielstwie.
Jacek: Te piosenki dojrzewały razem z nami. Zaczęło się od jednej, potem przyszła druga, trzecia, czwarta. W końcu uzbierało się dziesięć. To był proces artystyczny, ale też rodzicielski. Trochę przepracowywanie doświadczenia bycia rodzicem przez muzykę.
Brzmieniowo ta płyta jest bardzo bogata. To nie jest kilka prostych piosenek nagranych przy okazji. Dużo tam instrumentów, chórków, aranżacyjnych smaczków. Jak wyglądała praca w studiu?
Basia: Była skrupulatna i bardzo rozciągnięta w czasie. Dla słuchacza to oczywiście nie jest widoczne, ale my pamiętamy, że jeden fragment powstawał na Majorce, inny w pokoju na Zoomie, a jeszcze kiedy indziej moja córka odmówiła zaśpiewania chórków, więc trzeba było poczekać tydzień, aż nabierze gotowości.
Jacek: Uświadomiłem sobie, że ta płyta powstawała chyba w pięciu różnych miejscach. Zmienialiśmy studia trochę jak pokoje hotelowe. To była naprawdę podróż.
Basia: Zwykle zespoły mówią: weszliśmy do studia na trzy dni i wyszliśmy z płytą. My wchodziliśmy, wychodziliśmy, wracaliśmy. Studia towarzyszyły nam w tym procesie.
Czy macie utwory, które są dla was najważniejsze, najbardziej reprezentatywne? Jaka jest instrukcja obsługi tej płyty?
Jacek: Na pewno polecamy „Dzielną papużkę”, „Bal mimo wszystko”, „List w butelce”, „Chciałbym być samochodem”, „Śnieżny koan” i oczywiście „Gang Otwartych Serc”. I nagle zrobiło się sześć singli, a na płycie jest dziesięć piosenek.
Basia: Prawda jest taka, że my myśleliśmy o tym albumie tak, żeby każda piosenka mogła być singlem. Żadna nie miała być wypełniaczem. Każda miała mieć swój sens, swoje brzmienie, swoją czułość. Normalnie jesteśmy dość swobodnymi ludźmi, ale etykę zawodową mamy wyśrubowaną. Chcieliśmy, żeby każdy utwór był zrobiony profesjonalnie, z uważnością, z fajnym brzmieniem. Tak, żeby dorosły też mógł tego słuchać bez poczucia, że to jest muzyka „dziecięca” w tym złym sensie.
Sprawdzaliście, jak dzieci reagują na te piosenki?
Jacek: Najpierw testowaliśmy piosenki oczywiście w naszych rodzinach. Potem prosiliśmy znajomych, bliższych i dalszych, żeby posłuchali z dziećmi. Dostawaliśmy bardzo poruszające sygnały. Na przykład że w danej rodzinie jakaś piosenka stała się „ich piosenką”.
Basia: Przy „Chciałbym być samochodem” zrobiliśmy nawet taki wspólny projekt z zaprzyjaźnionymi rodzinami. Poprosiliśmy dzieci i rodziców z różnych miejsc, żeby nagrali telefonami fragmenty inspirowane piosenką. Potem powstał z tego kolaż teledyskowy. To było bardzo zgodne z naszym myśleniem: wspólnota, działanie razem, radość tworzenia.
A jak właściwie powstał zespół NO CZEŚĆ?
Basia: Poznaliśmy się z Jackiem w teatrze, gdzie oboje byliśmy muzykami i akompaniatorami przy spektaklach dla dzieci. Mieliśmy wtedy małe dzieci i dużo rozmawialiśmy między spektaklami. Łączyło nas bycie rodzicem i potrzeba patrzenia na to wszystko szerzej.
Jacek: Z tych rozmów wzięła się potrzeba napisania kilku piosenek. Takich, które sami chcielibyśmy zaśpiewać naszym dzieciom. Piosenek z treściami, których nam brakowało.
Basia: To jest też historia pewnego głodu. Jako rodzic i muzyk chcesz zaśpiewać dziecku coś do snu, ale masz poczucie, że w kółko śpiewasz te same rzeczy. A chciałbyś dać mu coś, co zostanie, co w nim zarezonuje, może wróci za kilka lat.
NO CZEŚĆ! to dla was poboczny projekt, odskocznia od innych rzeczy, które robicie?
Jacek: Nie chciałbym nazywać NO CZEŚĆ! odskocznią. To jest dla mnie ważny projekt. Jeżeli mogę napisać piosenkę, która kogoś poruszy, zainspiruje, pomoże mu złapać lepszy kontakt ze sobą i światem, to chcę to zrobić.
Basia: Ja jestem w tej drużynie Jacka. Mamy dużo tekstów, część już ze szkicami melodii. Tematów nam nie zabraknie, bo dzieci rosną, zmieniają się, co roku są trochę kimś innym. Inne rzeczy je cieszą, inne martwią.
Czyli będą kolejne piosenki?
Jacek: Projekt trwa i się rozwija. Mam na przykład pomysł, żeby zrobić piosenkę o rycerzu, który nie potrafił zdjąć swojej zbroi.
Basia: O, to ja się dowiaduję na antenie.
Jacek: No właśnie. Ale to pokazuje, że ten dialog cały czas trwa. Chcemy robić utwory, które będą inspirujące i dla małych, i dla dużych.
Płyta płytą, streaming streamingiem, ale do albumu dołączony jest też śpiewnik. To ważne?
Jacek: Bardzo. Chcieliśmy przekuwać nasze idee w praktyczne rozwiązania. W śpiewniku są uproszczone akordy na gitarę albo pianino, takie ogniskowe. Można się zebrać rodzinnie albo przyjacielsko i zaśpiewać własną wersję „Dzielnej papużki”, „Gangu Otwartych Serc”, „Listu w butelce” czy innych piosenek.
Basia: Bo chodzi też o to, żeby ta muzyka nie była tylko do odsłuchania. Ona może być do wspólnego śpiewania, przeżywania, rozmawiania.
Gdybyście mieli jednym zdaniem powiedzieć, po co powstał „Gang Otwartych Serc”, co byście powiedzieli?
Basia: Myślę, że chcieliśmy dać dzieciom metafory, których nam czasem brakuje we współczesnych bajkach i piosenkach.
Jacek: I przypomnieć, że nawet jeśli świat jest szybki, skomplikowany i pełen hałasu, można szukać drogi do siebie. Czasem przez piosenkę. Czasem przez wspólne śpiewanie. Czasem przez odnalezienie w sobie i urzeczywistnienie idei małej papużki, która robi dla świata tylko i aż tyle, ile sama może.
Dziękuję za rozmowę
Rozmawiał Paweł Trześniowski
